Ferie na biegówkach

Od 11 lutego województwo śląskie rozpoczęło ferie zimowe. Pogoda zapowiadała się bardzo dobrze, więc nic nie stało mi na drodze by wziąć kilka dni w pracy wolnego i wyjechać w góry. Biegówki, ciuchy w auto i w drogę.

Pierwsze na tapetę padły trasy biegowe na lotnisku w Nowym Targu. Przygoda ta zakończyła się szybko bowiem obfite opady śniegu całkowicie zatarły ślady i po nie całym kilometrze brodzenia w śniegu trzeba było się spakować. Opady tego dnia jak i następnego nie ustępowały.

W czwartek, w walentynki pojawiło się okno pogodowe. Temperatura lekko poniżej zera, opady śniegu ustały a niebo zaczynało lekko się przejaśniać. Kierunek Kościelisko i poszukiwanie śladów, o których czytałem w internecie. Jak się okazało nie było to ciężkie bowiem przy głównej drodze stoi drewniany narciarz a pod spodem widnieje napis „Trasy biegowe Kościelisko”. Przy trasach zrobiony parking na około 30 samochodów więc nie było żadnego problemu z parkowaniem.
Tory przygotowane były kilka dni wcześniej bowiem miejscami lekko rozjeżdżone. Oprócz śladów do klasyka obok dobrze przygotowana trasa do łyżwy. Przed wejściem na trasy znajduje się znak zakaz chodzenia i wprowadzania psów dzięki czemu nie ma żadnych dziur. W tym dniu było sporo osób lecz każdy na trasie rozjeżdżał się i nie było żadnych problemów w poruszaniu się. Na trasie znajduje się kilka lekkich zjazdów lecz trzeba było używać kijków by z nich zjechać. Tępy śnieg nie pozwalał na szybkie zjazdy. W przyszłym sezonie z chęcią wrócę na trasy do Kościeliska, jedynie przemyśleć muszę nad noclegami gdzieś bliżej.

Piątek to kolejny wypad na narty – kierunek lotnisko NT. Temperatura oscylująca koło zera lecz śnieg ziarnisty. Ślad całkiem niezły zarówno na płycie lotniska jak i w lesie. Na płycie lotniska trzeba uważać bo miejscami występowało lekkie zlodzenie lub roztop. W lesie uważać trzeba było na szyszki i gałązki. Jak dla początkującego miejsce to jest super ze względu na płaski teren. Zero stresu jak chodzi o zjazdy bądź podjazdy.

Niedziela to dzień, na który przypadł powrót do domu lecz jak wyjechać bez krótkiej chwili z nartkami na nogach. O 8:00 zameldowałem się na lotnisku w NT i zrobiłem jedną rundę dookoła. Dzień wcześniej temperatura była dodatnia z nocy spadło poniżej zera to rano na lotnisku powstał lodowiec. Tory bardziej już przypominały te bobslejowe niż do biegania. Osób około 20 lecz żadna z nich nie przeszkadzała początkującemu adeptowi nart. Wszystko byłoby piękne gdyby nie jeden upadek przez kobietę, która z psem wybrała się wzdłuż trasy i weszła na mnie. Na całe szczęście już było do przy końcu więc lekko obolały nie musiałem zbyt długo jechać. Upadek na zlodowaconą trasę nie należy do tych przyjemnych o czym przekonałem się na własnej skórze.

Ferie zakończone i pora wrócić do pracy. Tylko jedno pytanie jeszcze chodzi po głowie. Czy to już koniec sezonu czy jeszcze nie?! Czas pokaże.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *